Podcast z Jackiem Gadzinowskim

Gościem 13 odcinka jest Jacek Gadzinowski, w internecie znany jako Jack Gadovsky. Jacek jest producentem video, doradcą w zakresie współprac marketingowych, ale również youtuberem, twórcą popularnego programu „Wjazd na chatę”.
Jacek odpowiedział na wiele ciekawych kwestii związanych z youtubem. Między innymi:
– ile i na czym zarabiają youtuberzy;
– czy dobrym pomysłem jest planowanie kariery youtubera w dzisiejszych czasach;
– co trzeba zrobić, żeby film miał milion wyświetleń;
– ile kosztuje produkcja jednego filmu;
– jak działają algorytmy youtubea.
Solidna dawka wiedzy.
Zapraszam!

 

Witam Was w moim podcaście. Ideą jego powstania była chęć spotykania się z ciekawymi ludźmi. Ludźmi, którzy odnoszą sukcesy. Ludźmi, którzy znają też smak porażki. Ludźmi, którzy chcą dzielić się czymś więcej, niż tylko ładnymi zdjęciami na Instagramie. Ludźmi, którzy mają coś do powiedzenia. Zapraszam.

Bartek Foszer: Witajcie. Gościem dzisiejszego odcinka jest youtuber, przedsiębiorca, specjalista od marketingu i komunikacji – Jacek Gadzinowski.

Jacek Gadzinowski: Cześć, witajcie. Wolałbym się nazywać producentem video.

BF: Producent video. No właśnie, bo chciałem na początku ustalić – w niektórych wywiadach mówisz, że jesteś przedsiębiorcą, z drugiej strony masz ten swój dosyć duży kanał na YouTubie. Czy jesteś bardziej przedsiębiorcą, który dodatkowo robi YouTube’a, czy raczej jesteś twórcą, który dodatkowo jest przedsiębiorcą?

JG: Dywersyfikuję przychody. Od samego początku uznałem, że YouTube, jeżeli go nie zeskaluję na duże przedsięwzięcie, będzie raczej moją doraźną działalnością, że tak powiem. Albo będzie takim wehikułem, gdzie będę w stanie poznać poprzez metody badawcze, czyli uczestniczenie… Najlepsza jest właśnie obserwacja uczestnicząca. Czyli poznać rynek poznając twórców, poznając agencje, domy mediowe i tak dalej i jak ten rynek funkcjonuje. Ja zarabiam głównie na usługach zewnętrznych, które świadczę jako przedsiębiorca, czyli, że jestem audytorem, wyceniam produkty, piszę strategie, odpowiadam za jakieś komunikacje lub też wybieram youtuberów do kampanii tych, które są komercyjne. Nawet youtuberzy nie wiedzą, że ja znam ich stawki. Na przykład często one są albo tak niskie, albo są tak wysokie. Rozstrzał jest dość duży. Natomiast był taki czas, kiedy z YouTube’a praktycznie zarabiałem osiemdziesiąt czy dziewięćdziesiąt procent swoich przychodów, zysków też prawie tyle. Natomiast uznałem, że to jest niebezpieczna już tendencja, ponieważ to bardzo rozleniwia. To są łatwe pieniądze, szczególnie dla przedsiębiorcy. A kiedy przychodzi trochę trudniejszy rynek, czyli rynek się staje bardziej rozbudowany, jest większa konkurencja, gdzieś tam majaczy recesja czy jakieś spowolnienie gospodarcze – raczej trzeba myśleć o tym, żeby mieć zdywersyfikowany portfel przychodu. Ja bardziej w tym momencie myślę o produktach i użyciu swojej rozpoznawalności, którą zgromadziłem, czy widowni po to, żeby sprzedawać swoje produkty za chwilę właśnie. Czy to szkolenia, czy to podcasty za jakiś czas, czy e-booki – jeden już został napisany, dotyczy produkcji video, jak być właśnie tym twórcą video, szczególnie do YouTube’a. Drugi będzie dotyczył branży fitness, ale do zupełnie innej widowni, czyli do trzydziesto-, pięćdziesięciolatków na zasadzie moich jakichś doświadczeń życiowych oraz ludzi, z którymi pracowałem. Tak, czyli pod swoją egidą zgromadzę kilka osób, które są tutaj ekspertami. Tak naprawdę dzisiaj youtuberzy popełniają bardzo duży błąd moim zdaniem, ponieważ nie rozumieją tego, że tutaj obowiązuje taki sam trend jak na każdym rynku, gdzie są gwiazdy. Gwiazdy nie są wieczne, chyba że masz naprawdę bardzo dobrego managera albo żyjesz forever, ale to tak… No nie ma tak. Nie każdy jest tym Queen czy Metallicą i tak dalej. To jednostki. Reszta musi zacząć myśleć, o tym, jak zarabiać gdzieś indziej albo inwestować te pieniądze, które zarabia. Znowu, większość z tych ludzi żyje dniem dzisiejszym – nie myśli o tym, co jest jutro.

BF: Czyli chcesz powiedzieć, że większość youtuberów bardziej myśli o tym, żeby zarabiać jednak z tych, z AdSense’a, chociaż też pewnie nie do końca…

JG: Z deali reklamowych głównie.

BF: Z deali reklamowych.

JG: Tak, bo to są właśnie te najbardziej proste rzeczy. Chociaż od zeszłego roku, kiedy zmienił się algorytm, czyli sposób podawania treści, pojawili się twórcy, którzy żyją tylko i wyłącznie praktycznie z AdSense’a, czyli z reklamy, która jest wyświetlana przy filmach. I to są twórcy, którzy tworzą bardzo prosty, nieskomplikowany content video polegający na tym, że nagrywa się to w jednym miejscu, z tą samą ekipą, w jak najprostszy sposób, najmniejszymi środkami i robi się to w sposób powtarzalny. I to są zazwyczaj te materiały, które nie są lubiane przez ludzi, którzy coś tam sobą reprezentują lub mają jakieś przemyślenia. Mówię tutaj o grupie Friza czy Kruszwila, tego typu materiały. Oni zarabiają głównie na AdSensie. Każdy z tych filmów ma prawie milion wyświetleń, jeżeli to jest family friendly content, to potrafi zarobić i dwa do sześciu tysięcy złotych za jeden film. Robisz trzydzieści takich filmów… Teraz kwestia, ile ci się nastukało reklamy, tak to jest twój zysk. Takiego Friza wyceniam na minimum dwieście tysięcy z AdSense’a miesięcznie.

BF: Czyli da się.

JG: Da się. Tak, tylko że sposób trzeba mieć i tematykę, i widownie, która ci klika też. Po prostu. To głównie są dzieci, które potrzebują nieskomplikowanej rozrywki, ponieważ materiały, powiedzmy, które wymagają więcej przemyślenia, więcej nakładu siły, nie będą miały szansy właśnie zarobić z AdSense’a, czyli materiały podróżnicze, sportowe, jakieś bardziej skomplikowane rozmowy. One trafiają do bardzo ograniczonej grupy ludzi. Ci ludzie trzydziesto-, czterdziestoletni też nie klikają, nie dają się nabierać na takie jakieś proste zabiegi typu, kliknijcie, dajcie łapkę, napiszcie milion komentarzy. Sam wiesz. Rzadko piszesz komentarze, chyba że w miejscach takich, w których wiesz, że to dotrze do takich ludzi, gdzie rozmowa jest na poziomie.

BF: Chyba nie zdarzyło mi się jeszcze napisać komentarza na YouTubie.

JG: Bo nie masz potrzeby, bo jesteś właśnie tą grupą, która nie klika, a natomiast YouTube i inne serwisy promują miejsca, w których jest bardzo duża interakcja, no i watch time, czyli czas, w którym jest ten dany film oglądany. Natomiast wielu twórców i agencji popełnia ten błąd, że nie rozumie, co to jest tak naprawdę ten watch time. Watch time to nie jest ilość procentowa obejrzanego materiału, czyli – wstawiam dziesięciominutowy film, jest czterdzieści jeden procent czy pięćdziesiąt – super. Nie, to liczy się w ten sposób, że liczy się sumaryczna ilość minut, którą dany człowiek spędza na serwisie i czy przechodzi na inne filmy. To znaczy tam, gdzie YouTube jest w stanie wyświetlić reklamy, tak ty jako twórca jesteś w stanie więcej zarobić i YouTube będzie wypychał twoje materiały.

BF: Powiedziałeś już o dwóch formach zarabiania pieniędzy, czyli deale reklamowe, z drugiej strony AdSense. Jak jeszcze można monetyzować swoje działania na YouTubie?

JG: Właśnie te produkty, o których wspomniałem i to były takie proste rzeczy, czyli: koszulki, czapki, cały merchandising. Usługi, czyli – mam firmę, która doradza, jak tworzyć video, czy tworzę na przykład video dla innych twórców, bo też są mniejsi twórcy, którzy nie są w stanie zarabiać tyle z YouTube’a, więc są operatorami-montażystami tych innych osób, pracują w agencjach reklamowych, pracują dla klienta, często też tworzą grafiki, więc tworzysz jakiś tego typu ekosystem usługowy. Na przykład takie osoby jak ja, które też świadczą usługi, żeby wiedzieć, jak ten rynek wygląda. Są też osoby, które tworzą content video typowo pod sprzedaż swoich usług i to jest na przykład branża typowo fitness. I tam się po prostu pokazuje testimoniale, czyli ludzi, którzy osiągnęli jakiś sukces, pokazuje się przemiany, mówi się o dietach. To jest taki model – rozrzucam wszystko za darmo, a później liczę na to, że to w tym lejku sprzedażowym na końcu przyjdzie do mnie klient. I ta branża jest bardzo tutaj rozwinięta. Tak w zasadzie te inne osoby czy inne branże rozrywkowe nie zarabiają w ten sposób, bo one idą na ilość po prostu, na wyświetlenia. Następnym sposobem zarabiania jest uczestnictwo w różnego rodzaju eventach, bycie twarzą jakichś marek, czyli to już nie takie rzeczy typowo „robię deal”, tylko pojawiam się na jakimś stanowisku i pokazuję komputer albo mówię, że to jest super i tak dalej. Eventy swojego czasu też były dobrym źródłem zarabiania, natomiast, już dzisiaj nie, ponieważ ludzie się wysycili. Natomiast jest jeden event w Polsce, który pobił wszelkiego rodzaju rekordy i paradoksalnie, powiem tutaj o Fame MMA. Ludzie mogą mówić, że to jest takie złe, niedobre, promocja patologii i tak dalej. Tylko jedna taka gala, poprzez to, ile jest w stanie sprzedać biletów pay per view, czyli ile razy ludzie to obejrzą i jeszcze sponsorzy, którzy się tam pojawili, czyli ostatnio była to firma sprzedająca odżywki, jakaś tam od ciuchów, ale przede wszystkim bukmacher. To nie są kontrakty za pięć tysięcy złotych. I teraz sumarycznie, jeżeli weźmiemy tę kwotę, którą oni są w stanie zarobić po odjęciu kosztów, to jest więcej z jednej gali, niż wszystkie MCN-y, czyli sieci partnerskie, które obsługują twórców przez cały rok. Widziałem wyniki finansowe – jest Monitor Rządowy B, każdy może wejść sobie zobaczyć, to jest na stronie ministerstwa. Więc oni na jednej gali są w stanie zarobić nawet trzy miliony złotych, dwa miliony złotych, a cały rynek obok zarabia. Czyli jednym eventem są w stanie tyle zarobić, a te eventy są powtarzalne i teraz kwestia, ile ludzie będą chcieli to oglądać, a żeby na tym zarobić. Był też trend pisania książek, jakiejś monetyzacji w ten sposób. To jest dosyć trudne, ponieważ dopóki ktoś nie jest aż tak popularny i nie ma widowni znowu, związanej z dziećmi czy dziewczynkami, tak nikt nie kupi twojej książki. Chyba że masz bardzo zawężoną widownię, jesteś specjalistą to OK, ktoś może kupić jakieś kryptowaluty, flipy mieszkaniowe, ale to mówimy o jakichś mikrospołecznościach. Jeżeli mówimy o dużych youtuberach, to oni próbowali dwa, trzy lata temu to robić – teraz już przestali. Jedynym youtuberem, któremu się udało i przeszedł trochę na poziom wyższy i jest kolejnym miejscem, gdzie zarabia się duże pieniądze, to jest Radek Kotarski. Założył swoje wydawnictwo, zmonetyzował siebie, zmonetyzował kilka osób, które są o podobnym toku myślenia jak on i też jego zyski roczne za ostatni rok są większe, niż wszystkie MCN-y. Więc ten rynek wygląda zupełnie inaczej, niż ludzie myślą, patrząc z pierwszej perspektywy, że głównie karty rozdają tutaj MCN-y czy sieci partnerskie. Okazuje się, że nie, że te pieniądze sobie krążą gdzieś indziej. Coraz więcej firm i domów mediowych robi umowy czy deale reklamowe z youtuberami czy twórcami po prostu bezpośrednio, ponieważ ci twórcy też się rozwinęli umysłowo, powiedzmy, przez te kilka lat. Nie z każdym jesteś w stanie rozmawiać biznesowo o umowie, ale powiedzmy, z tą czołówką w większości jesteś w stanie do czegoś tam dojść.

BF: Mamy dzisiaj w Polsce chyba taki trochę mit youtubera, czyli – jak zapytasz dzieciaki w szkole podstawowej, nawet w liceum, kim chcieliby zostać, no to youtuberem, bo chyba wydaje im się, że to jest takie łatwe. Łatwe źródło zarobku pieniędzy, czyli robisz to, co lubisz i ktoś ci za to płaci. Czy łatwo zostać w dzisiejszych czasach youtuberem?

JG: Myślę, że coraz trudniej, ponieważ ten rynek jest coraz bardziej wysycony. OK, jest bardzo dużo nisz czy tematów, które nadal nie są w Polsce obrabiane, natomiast YouTube promuje głównie treści family friendly, czy te, które przyciągają ludzi do tego, żeby dłużej siedzieć po prostu na tym serwisie i jak robisz treści po prostu ambitne albo jesteś małym twórcą, możesz nigdy nie osiągnąć sukcesu. Takich ludzi jak ty, którzy sobie kupią aparat czy jakiś telefon i próbują robić – dziewięćdziesięciu dziewięciu procentom się po prostu nie udaje. To wejście na rynek było dużo łatwiejsze jeszcze takie trzy, cztery lata temu. Ja nie mówię, że nie ma szansy, żeby ktoś tutaj sukces odniósł. Natomiast, jeżeli patrzę na te TOP 100 czy TOP 200, to pojawia się bardzo mało osób takich nowych, które jak rakieta wychodzą od zera i nagle zdobywają milion widzów i zamiatają. Raczej to jest już okopywanie się tych dużych graczy i jakieś takie przesunięcia pionków szachowych, po prostu, na tej szachownicy. Istnieje ten mit głównie dlatego, że dzieciaki patrzą głównie na tych youtuberów bezrefleksyjnie, tak, że to wszystko, co widzą na ekranie swojego komputera czy komórki, to jest prawda. Natomiast wiadomo, że to jest kreacja – dziewięćdziesiąt dziewięć procent kreuje jakąś tam sytuację, nie ma takich ludzi, którzy mówią, jak jest, ponieważ ludzie też nie lubią oglądać rzeczy smutnych typu, że jest ci gorzej, masz jakieś kłopoty rodzinne albo nie masz pieniędzy. Większość ludzi gra, żeby dojść do takiego momentu, żeby przyszedł ten reklamodawca i być może, byliby w stanie osiągnąć ten status, który pokazują w tych swoich filmach, więc był taki trend, że samochody się pokazywało amerykańskie, mieszkanie jakieś, a w większości to było wszystko albo w leasingu, albo po prostu na kredyt. Jest tego typu różnica, że na rynku zachodnim to jest prawda, że ci youtuberzy rzeczywiście zarabiają te setki tysięcy dolarów czy miliony jak osiągają już skalę. W Polsce może kilkadziesiąt osób osiąga taki status typu, że OK, jestem w stanie mieć ten milion rocznie, czyli powiedzmy te osiemdziesiąt tysięcy w kieszeni. Bo to też jest kwestia, ile w Polsce się uznaje, że ktoś jest bogaty. Jak się okazuje w badaniach – jak się ma dziesięć tysięcy pensję, to już jest się uznawanym za bogatego.

BF: No właśnie. Ciekawy jestem też, jak duża jest społeczność tych youtuberów, którzy nie zarabiają osiemdziesięciu tysięcy miesięcznie, ale pięć, dziesięć tysięcy.

JG: Myślę, że to jest jak w społeczeństwie. Jest taki sam rozkład, że może ten jeden procent żyje na takim sposobie… Nie wiem, ja już bym nawet podniósł tę poprzeczkę tej średniej krajowej albo trochę więcej, czyli te pięć tysięcy złotych, które pozwala wynająć mieszkanie, żyć bez rodziców i w miarę mieć jakąś tam rozrywkę, ubranie, no to myślę, że takich osób jest dwa procent tej populacji, jeden procent. To jest taki rozkład trochę jak w starożytnym Egipcie, a nawet on jest chyba bardziej wyostrzony. Także tych takich faraonów czy kapłanów jest bardzo niewiele. Oczywiście oni wpływają na to, że dzieciaki widzą głównie tych najbogatszych, najbardziej majętnych, albo tych, którzy się najbardziej kreują na takich. Tylko ja chciałbym zobaczyć to za dziesięć, dwadzieścia lat – ile z nich rzeczywiście osób przetrwa, ile jest w stanie założyć jakieś firmy producenckie i zrobić coś kreatywnego. Bo na dzień dzisiejszy, poza chyba grupą Abstrachuje, nie udało się chyba założyć takiej grupy producenckiej, która odniosła taki sukces, że jest w stanie zarządzać kilkudziesięcioma kanałami i zrobić z tego film. Bo oczywiście jest Tofu Media, jest jakiś tam konglomerat Ajgora i tak dalej, ale to jest taka trochę zbieranina, a tak naprawdę jest tylko jedna firma na tym rynku.

BF: Powiedziałeś, że jesteś producentem video. Czy też w tę stronę właśnie chcesz iść?

JG: Ja produkuję materiały na różne platformy, nie tylko związane z YouTubem. Często są to jakieś prezentacje szkoleniowe czy korporacyjne. I tak, oczywiście, jeżeli klienci są i chcą takie rzeczy robić. Natomiast ja się bardziej pozycjonuję w produkcjach typowo internetowych, a ponieważ wyżej, to już są większe inwestycje, konieczność budowy zespołu sprzedażowego i tak dalej i tak dalej. Natomiast ja chcę mieć jakąś tam swoją wolność – nie tyle tworzenia, co budowania swojego biznesu. Jeżeli uda mi się gdzieś to tam kiedyś wpasować do kogoś innego i zrobić coś większego, to oczywiście nie mówię, że nie. Natomiast na tę chwilę, tak jak mówię, nie chcę tego skalować, ponieważ nie do końca jestem pewny trendów gospodarki w tym momencie. Jest za dużo sprzecznych sygnałów w tym momencie – tego, co dzieje się w Niemczech, w Anglii, wojny celne czy walutowe. I oczywiście można powiedzieć, że to jest daleko i nas nie dotyczy. Tylko że ja już przynajmniej raz widziałem, jak wygląda taka sytuacja, kiedy nadchodzi recesja czy spowolnienie. Pracowałem wtedy w agencji sieciowej, dużej takiej agencji BTL-owej, też trochę internetowej, i tam, jeżeli w Stanach było źle i był kryzys na giełdzie, to przyjechał management po prostu i jeździł po wszystkich krajach Europy i cięli koszty do kości.

BF: A ludzie nie mają raczej świadomości, że pierwszymi kosztami, jakie się tnie, są koszty marketingowe.

JG: Koszty marketingu albo koszty ludzi. To są jakby dwa. Oczywiście ludzi nie będzie teraz się cięło aż tak bardzo, ponieważ jest trochę mało nas, jest mniej, niż dziesięć lat temu. Jest problem, który pewnie się rozwiąże w sposób jakiejś automatyzacji, polepszania procesów i tak dalej. Natomiast, marketing nie zostanie skasowany do zera, raczej będzie poszukiwanie miejsc, gdzie można lepiej te pieniądze wydać, żeby rzeczywiście te pieniądze przynosiły zyski, czyli będzie nastawienie znowu tak, jak wtedy i zawsze tak jest. Programy afiliacyjne, programy, gdzie mogę wycenić generalnie, czy ta sprzedaż jest generowana przez wyświetlanie tych filmów. A być może dojdzie do zmian na rynku influencerskim, że wynagrodzenie na przykład będzie: „OK, dostaniesz podstawę, natomiast siedemdziesiąt procent będzie ci wypłacane w zależności od tego, czy ty przyniesiesz konwersję sprzedażową”. I wtedy się okaże, czy te wszystkie wizerunki tych osób są rzeczywiste, czy nie. Natomiast, myślę, że duzi gracze i osoby, które są dobre w produkcji video, mogą nawet mieć lepiej, niż teraz, ponieważ Internet, portale, wszelkiego rodzaju tego typu strony dążą do tego, żeby było jeszcze więcej tego contentu video. I ja się też tak nastawiam. Jeżeli mam być dalej obecny na tym rynku, to jako producent treści do Internetu szeroko pojętego.

BF: Poruszyłeś ciekawy temat tutaj, o którym też chciałem z Tobą porozmawiać, a mianowicie afiliacje i konwersje. Ja we wszystkich swoich działalnościach współpracuję bardzo dużo z influencerami i… Skąd jest taka niechęć influencerów do tego, żeby rozliczać się właśnie za konwersję, właśnie za afiliację? Przecież wydaje się to naturalne – jeżeli przynosisz mi klientów, to ci za to płacę.

JG: Być może oni nie są pewni po prostu jakości swojego fanbase’u, czyli… Różni ludzie różnie to nazywają, ale chodzi o ten following – kto tak naprawdę ciebie obserwuje i jak mocno jesteś związany z tymi swoimi widzami. I oczywiście często są mniejsi youtuberzy czy twórcy, gdzie się wydaje, że tej konwersji właśnie nie ma, a okazuje się, że tam ona jest, ponieważ ten twórca ma większą relację z tymi osobami, które go obserwują czy czytają. A często ci bardzo duzi twórcy tak dużej relacji z tymi ludźmi nie mają. Był przykład zachodniej youtuberki czy instagramerki, która miała ponad trzy miliony follow i okazało się, że nie była w stanie sprzedać nawet dwustu koszulek. Zrobiła wielki high wokół tego i się okazało, że nie. Na to jest wiele przykładów, gdzie jacyś mikroinfluencerzy i tak dalej, potrafią sprzedać dużo więcej i kosztuje to dużo mniej. Więc może ta niechęć głównie wynika z tego, że po prostu nie chce się pokazywać swoich liczb, nie potrafi się ich do końca interpretować. Też nie oszukujmy się, że wiele firm nie wymaga nawet tych liczb, bo dla nich jakby jest dalej myślenie – ilość lajków, ilość komentarzy i ewentualnie sentyment, a nie na zasadzie, czy to jest sprzedaż. Jeżeli weźmiemy duże firmy FMCG, spożywkę i tak dalej, no to oni głównie budują wizerunek. Oni mają być widoczni. Oni nie wnikają tak naprawdę, czy ten influencer sprzeda, czy nie, bo i tak na końcu liczy się końcówka ustawiona w sklepie i ewentualnie promocja i ewentualnie handlowiec, który wciśnie pani Zdzisi jakiś napój czy jakąś margarynę, niż to, czy influencer sprzeda tę margarynę czy ten napój, po prostu. I to myślę, wynika głównie z tego – niepewności co do jakości swojej grupy. Druga rzecz – niechęć dzielenia się, bo może wyjdzie prawda na jaw i w tym momencie cały balonik umrze, a trzy, że firmy nie cisną tak mocno o te wyniki. Natomiast tak, jak Ci powiedziałem wcześniej – to się zmieni, kiedy przyjdą okólniki z centrali, kiedy przyjdzie kolejny kwartał, gdzie nie sprzeda się więcej niż poprzednio i wtedy będzie większe parcie na rozliczanie się z efektywnościowych działań, a nie tych typowo wizerunkowych.

BF: Mówiłeś na początku, że kiedyś żyłeś z YouTuba – teraz żyjesz głównie ze swojej działalności marketingowej.

JG: Znaczy, nigdy nie żyłem z YouTube’a. Był taki moment, kiedy stanowiło to znaczący procent.

BF: OK, OK.

JG: Tak, żeby było jasne. Był też czas, kiedy dopłacałem bardzo dużo do YouTube’a, bo był to czas inwestycji.

BF: Ale czy… Czym dla Ciebie teraz jest YouTube?

JG: Zawsze był, i teraz też, takim polem, gdzie mogę poznawać ludzi po prostu i badać ten rynek tak, jak powiedziałem – sprawdzać trendy, swoje teorie i po prostu mieć też wiedzę, mieć jakiś sposób do inspiracji, podpatrywać innych ludzi i patrzeć też na ich modele biznesowe, jak oni rzeczywiście sprzedają czy nie. I ja w tym momencie przygotowując się do sprzedaży na zamkniętej platformie swoich szkoleń video, już wiem jakich błędów nie popełniać. Albo w jaki sposób budować społeczność, jakie kroki tutaj robić. Rozmawiam też z ludźmi, którzy tworzą tego typu szkolenia i zanim ja takie rzeczy zrobię, muszę sobie przeanalizować te wszystkie kroki wstecz, żeby właśnie nie popełniać tych błędów, że OK, będę miał bardzo duży following, bardzo dużo ludzi, a na końcu nie sprzedam nic, albo cena produktu, którą zrobię, będzie za mała, więc to wszystko mi pozwala taką wiedzę pozyskiwać. No i też tak, jak powiedziałem – zarabiać też na tym, bo jeżeli przychodzi ktoś do mnie i mówi: „Proszę, audytuj mi koszty tego czy tego”, albo: „Bądź tym czwartym członkiem komisji przetargowej i sprawdź, czy te ceny są OK”, albo: „Czy te osoby, które są proponowane, są OK przez agencję”. No to wiadomo – albo dostaję procent od savings’u, czyli od oszczędności, podstawowej rzeczy. KPI mam po prostu. Jak to w korporacji. Natomiast, ludzie też potrzebują wiedzy. To, że jest dużo konferencji albo dużo piszemy na Linkedlnie czy innych miejscach, to tak naprawdę tej wiedzy o takim prawdziwym influential’u jest dość mało jeszcze tak naprawdę. Dużo jest takich legend miejskich, się wydaje, jakichś kreacji, albo ludzie skupiają się, że jest jakaś tam patologia, albo że jest jakiś Kruszwil. Ale to są rzeczy takie pobieżne, nieważne. Ważniejsze jest to, że jeżeli ktoś zdecyduje się tam funkcjonować rzeczywiście i traktować to jako część marketingu, jak w korporacji, w firmie, tak powinien po prostu zbadać to środowisko. Albo jeżeli go nie rozumie, to po prostu niech nie wchodzi tam. Ja to zawsze tak tłumaczę klientom. Ja nie potrzebuję tak do końca zlecenia. Jeżeli moim zyskiem będzie to, że ty nie popełnisz tego błędu i nie stracisz wizerunkowo czegoś, albo nie przepalisz tych pieniędzy – to znaczy, że ja zrobiłem dobrą robotę i ja będę prywatnie bardziej zadowolony, więc wolę patrzeć później na efekty tego rzeczywiście, co tam funkcjonuje.

BF: A te Twoje sukcesy – mówię tu przede wszystkim o kanale na YouTubie – sprawiają, że łatwiej Ci jest dopinać deale typowo klienckie?

JG: Znaczy… Pokazuję, że nie jestem teoretykiem przede wszystkim, że, mimo że mam więcej lat, niż taki przeciętny twórca i jestem raczej w wieku tych ludzi, którzy są po drugiej stronie, albo nawet starszym, tak to, co mówię, ma jakąś wartość. Bardzo trudno czasami u klienta jest i to każdy wie, kto coś sprzedaje albo przynosi usługę. Ile czasu trzeba czasami stracić, żeby się przebić przez pierwsze wrażenie albo wytłumaczyć, na czym to polega. Natomiast, jeżeli się mówi: „To funkcjonuje tak, zrobiłem tyle filmów, znam tyle osób, wiem, jaka jest przeciętna na rynku, to, to, to… W czym mogę państwu pomóc” – ta rozmowa może szybciej iść w takie tory, które będą mnie satysfakcjonować albo będzie łatwiej później z klientem pracować, bo właśnie ta higiena współpracy dla mnie i dla klienta jest po prostu najważniejsza. A nie chciałbym pracować w żaden sposób, będąc jakimś komiwojażerem lajków i tego typu rzeczy, bo to było dobre może w czasach Facebook marketingu, gdzie ludzie brali po dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści tysięcy za prowadzenie fanpage’a. Natomiast, tak samo było na początku YouTube’a, gdzie tam duzi twórcy potrafili brać po osiemdziesiąt, sto tysięcy za film, tak teraz te stawki po prostu pospadały. Dlaczego pospadały? Ponieważ jest więcej twórców, jest większy wybór dla reklamodawców. Inna rzecz jest taka, że algorytm też spłaszczył zasięgi. To, że ktoś ma milion czy dwa miliony followersów, subskrypcji, to nie znaczy, że on wyświetla do miliona. Kiedyś wyświetlał do miliona, bo te filmy się wyświetlały. Teraz wyświetla do stu czy dwustu. Więc pytanie mam teraz takie – czy cena, która była cztery lata temu czy trzy lata temu, powinna wynosić tyle samo? To już zostawiam klientowi tę odpowiedź, bo być może klient chce tego danego twórcę akurat Jest na przykład też taki problem, że istnieje wiele branży, a jest bardzo trudno znaleźć influencera, który jest na poziomie. I to wynika też właśnie z kosztów produkcji i tego, że część tych ludzi się po prostu nie przebija z ciekawymi tematami, ale tak naprawdę to klienci mają też klucz trochę… I nawet bardzo duży, w kreowaniu tego rynku. Jeżeli położę na stół dziesięć tysięcy złotych, co jest jakąś tam przeciętną za deale reklamowe na tym rynku, to te dziesięć tysięcy u dużego youtubera będzie przepalone – on pójdzie na imprezę, nie wiem, zapłaci za dom, za ratę swojego super samochodu. Natomiast, dla twórcy małego z ciekawym tematem, być może to jest to, czy przez rok on będzie robił materiał i czy będzie dalej mu się to chciało, czy takie ciekawe materiały będą się pokazywać. Więc później ja też mówię klientom: „Nie narzekajcie, że nie powstaje taki content, bo jeżeli go nie wspieracie, a wspieracie tylko treści rozrywkowe, lekkie, łatwe i przyjemne, to nie piszcie później na Facebooku czy na Linkedlnie, że YouTube to jest patologia, że są słabe treści i tak dalej”. To my wszyscy kreujemy. Kreują to i agencje, i klienci, wybierając, z kim współpracują i kreujemy my jako odbiorcy, bo jeżeli klikamy gówniane materiały, to one są później wyświetlane, a treści dobre są chowane.

BF: Tak jest. A tego contentu jest dużo i będzie coraz więcej, więc tak, jak mówisz – w pewnym momencie, mi się wydaje, dojdziemy do takiego okresu w dziejach YouTube’a, że tych twórców będzie po prostu za dużo.

JG: No jest już dużo. Jak to też na rynku fitness mówią, że niedługo będzie tak, że będzie więcej trenerów personalnych, niż ćwiczących. Ludzie zobaczyli właśnie ten miraż, ten amerykański sen, który może być też w Polsce – że będę bogaty i tutaj będę sobie filmy nagrywał i ktoś będzie mi za to płacił. No nie, to jest ciężka praca. To jest pomysł na siebie. Nie mówimy tu już o pasji, bo pasja to może w niewielkiej części u tych ludzi jest jeszcze, u niektórych. Natomiast w większości to jest czysta, chłodna kalkulacja. Zwłaszcza że powstaje coraz więcej kanałów, które służą zarabianiu pieniędzy, tak, jak w Abstrachuje. No to nie powie mi nikt, że ktoś tam ma pasję do tego, żeby sprawdzać się, żeby leżeć w jakiejś trumnie czy obkładać się lodem. Nie, to służy temu, żeby dużo ludzi to oglądał. OK, bawić się przy tym, natomiast ten kanał ma być dochodowy za jakiś czas.

BF: Jak zaczynałeś swój kanał – myślałeś, że osiągnie taki sukces?

JG: Stawiałem sobie jakieś tam granice, ale to dopiero później, bo przez pierwszy rok nie szło mi dobrze. Ja robiłem zupełnie inny content. On był bardziej związany z podróżami i ze sportem i to było mega niszowe. Było to też odbierane akurat tak, że to tylko sport dla bogaczy – ja na kajcie pływałem czy na wake’u. To się dopiero później zmieniało tak, że to było akceptowane, bo ludzie zaczęli więcej jeździć, tanie linie lotnicze się pojawiły i tak dalej. Na początku byłem też obiektem jakiegoś tam hejtu. Natomiast, tworzyłem głównie kamerą GoPro – wymyśliłem jakiś tam swój sposób, że OK, nie mam stabilizacji, nie mam drugiej osoby, więc dobrze, przyczepię sobie tę kamerę do kasku, przełożę system, który jest znany ludziom z gier komputerowych, zwłaszcza z GTA, czyli first perspective, więc będziecie to wszystko widzieć moją perspektywą. Tak zacząłem to pokazywać. I w którymś momencie spotkałem się z Cyber Marianem i jego bratem. Tak im mówiłem o swoich problemach, oni mi też wcześniej pomagali z moim kanałem. No i padł ten pomysł – no dobra, skoro to jest już przećwiczone, no to może spróbuj to z tym… Jakieś cribsy czy tego typu rzeczy. W MTV w ogóle nikt o tym nawet nie myślał, bo cribsy, czyli odwiedzanie tych gwiazd to nie był pierwszy pomysł. Taki sposób pokazywania życia innych osób czy backstage’u, pojawił się już w latach trzydziestych w Hollywood i to był przemysł hodowania gwiazd, więc, jak ktoś mi pisze: „Skopiowałeś MTV”, ja mówię: „Dobrze, to odrób lekcje i sprawdź w Internecie, jak się tworzył przemysł filmowy i wtedy odpowiedz”. I na początku też nie było dobrze, bo to się wcale jakoś mega nie klikało. To dopiero po pół roku mniej więcej, algorytm gdzieś zaczął to pokazywać. Ale tutaj decydowała… Konsekwencja. Nieważne, czy materiał jest dobry, czy nie – robisz po prostu, płaczesz, robisz i po dwa materiały, jeździsz po całej Polsce i robisz to.

BF: Czyli nie było takiego spektakularnego momentu, w którym strzeliło, nie?

JG: Wystrzeliło to latem. Tylko to było mniej więcej tak, że z trzydziestu tysięcy subskrypcji zrobiło się sto dwadzieścia, ale komercyjnie to się dalej nie przekładało, bo to był czas, kiedy ja cały czas do tego dokładałem. Komercyjnie zaczęło się to opłacać dopiero w drugim roku tak naprawdę. Więc zanim ja odrobiłem to wszystko wcześniej, jeżeli mówimy tylko o YouTube, bo ja robiłem już też inne rzeczy cały czas, mając swoją firmę – ja prowadzę działalność od ośmiu lat i cały czas ten marketing robię. Gdybym nie miał innych źródeł dochodów, to w którymś momencie musiałbym powiedzieć: „Sorry, nie daję rady”, żeby to dociągnąć. Jednak postawiłem sobie jakąś granicę i to było chyba dwieście czy trzysta tysięcy subskrypcji i powiedziałem: „OK. Uważam, że to ma potencjał”, a później się okazało, że ten rynek się więcej rozwinął i ta ilość subskrybentów i wyświetleń była dużo większa. Natomiast, czy to jest dwieście, czy sześćset tysięcy subskrypcji – to już nie zmienia ci takiej percepcji, że uważasz siebie za gwiazdę. Nie, nie uważam czegoś takiego. Po prostu dla mnie to są ludzie, którzy mnie oglądają, chcą zobaczyć to – cieszę się oczywiście, że jest interakcja – natomiast nie powoduje to, że ja się zmieniam.

BF: A jak często produkujesz swoje materiały? Trzymasz się jakiegoś swojego ustalonego rytmu, czy zależy to od tego, ile masz pracy?

JG: Przede wszystkim od tego, ile robię swoich jakichś tam prywatnych rzeczy. Staram się mieć materiały na zapas, bo po pierwsze umówienie wszystkich odcinków, gdzie jestem też po części trochę uzależniony od innych osób. Czasami były odcinki, które umawiałem przez pół roku – też takie rzeczy się zdarzały. Zdarzają się też tego typu rzeczy, że ktoś prywatnie się nie zgodzi na taki odcinek. Zdarzają się też takie osoby, które prowadzą z tobą rozmowę, a później się włącza manager i mówi ci na przykład: „No dobrze, ale ten odcinek kosztuje czterdzieści tysięcy”. A ja mówię: „No chyba wam Wąski, sufit spadł na głowę”. To nie jest telewizja, a nawet w telewizji nie płacą gwiazdom po czterdzieści tysięcy. Chyba że jesteś Popkiem, wtedy może Wojewódzki tyle zapłaci, bo ostatnio zarobił na tym miliony. Natomiast to jest Internet. Ten proces umawiania i tego researchu, sprawdzania też, bo nie biorę do tych odcinków wszystkich. To jest tak naprawdę największa bolączka tego formatu i każdego, który jest z innymi ludźmi. Do tego mam sport i podróże – dużo podróżuję – i mam firmę, życie prywatne i rodzinne. Staram się, żeby te wszystkie elementy były poukładane i by żaden z nich nie dominował. Jeżeli coś zaczyna dominować – ja w tym momencie odpuszczam i nie robię dwóch filmów, tylko robię na przykład jeden. Chciałbym utrzymać moją złotą zasadę jednego filmu tygodniowo lub trzech filmów miesięcznie. Myślę, że tyle jestem w stanie zrobić, żeby osoby, które się pojawiają w tych materiałach były starannie dobrane, ten materiał był zrobiony w miarę dobrze rzemieślniczo no i też, żeby pojawiały się rzeczy z innych działek, czyli: podróże, rzeczy związane z fitnessem. W jakiś sposób chcę promować zdrowy tryb życia – sam przygotowuję się do zawodów i chcę pokazać swoją drogę. To ma też służyć sprzedaży produktów, o których wcześniej wspomniałem.

BF: Z jednej strony to dużo, z drugiej mało, tak sobie myślę, bo jeżeli jesteś youtuberem, to trzy materiały w miesiącu czy raz na tydzień to jest, powiedziałbym, taki standard. Natomiast, jeżeli prowadzisz działalność i robisz jeszcze dużo innych rzeczy, to jest to po prostu dużo pracy. Ile zajmuje Ci pracy zrobienie jednego odcinka?

JG: To nie jest tylko jeden odcinek, ale też te wszystkie rozmowy, które są w tle plus jakieś deale reklamowe czy social media. Nie chcę, żeby to stanowiło więcej, niż dwadzieścia procent mojego czasu pracy. Jeżeli mówię, że mam czterdzieści godzin tygodniowo, to uważam, że dziesięć godzin to jest maksimum, które jestem w stanie poświęcić na YouTube’a i w tych dziesięciu godzinach powinienem się zmieścić.

BF: I przez te dziesięć godzin jesteś w stanie poumawiać wszystko i nagrać? Montujesz swoje filmy?

JG: Nie, to już jest outsourcing od dawna. Po prostu patrzę na to, ile jestem w stanie w tym samym czasie zrobić, a wiem, ile trwa montaż. A dwa, że potrzebuję świeżego umysłu do tego wszystkiego. Też w niektórych okresach potrzebuję jakichś lepszych gości. Tak miałem z raperami na przykład czy lektorami, którzy się pojawili – miałem researchera, któremu zlecałem: „Proszę dotrzeć do tego” i wynagrodzenie za umówione i tak dalej. Tak samo będę tutaj postępował. Po prostu zbieram zawsze zespół, żeby mnie wspomagał, też biorę operatora do jakichś bardziej skomplikowanych produkcji. To są ci sami ludzie, z którymi pracuje przy zleceniach komercyjnych, które nie pojawiają się u mnie na kanale, a bardziej są na kanały klienckie czy, tak jak mówiłem, na wewnętrzne sprzedażowe spotkania.

BF: To kiedy zarobiłeś pierwsze pieniądze na YouTubie?

JG: Pierwsze pieniądze na YouTubie… Zależy, co przez to rozumiemy – kiedy jestem na zero, czy kiedy pierwszy deal?

BF: Pierwszy deal.

JG: Pierwszy deal to w zasadzie był pierwszy odcinek. Był to materiał z jedną z firm podróżniczych na temat Egiptu. To były pierwsze pieniądze.

BF: I firma Ci na tyle zaufała, nie mając jakichś wielkich zasięgów?

JG: Wiedziała, co robię, bo prześwietlili wcześniej moje social media. Potrzebowali osoby, która jeździ akurat do tego kraju, pływa na kitesurfingu i będzie w stanie pokazać aktywną osobę, która spędza rzeczywiście tam wakacje, a nie leży jak worek kartofli w hotelu. Bardziej chodziło im tutaj o to. Cena nie była jakaś dramatyczna, że tak powiem. Natomiast oni byli zadowoleni, bo dostali to, co chcieli i widzę, że te materiały czasami jeszcze chodzą, mimo że minęły cztery lata od tego wszystkiego. To jest właśnie przewaga YouTube’a. Branże turystyczne coraz więcej rozumieją, że te materiały służą głównie SEM i SEO później.

BF: No właśnie. Opisanie tego, wgranie, zrobienie miniatur – to jest kupa pracy.

JG: Miniatury też na zewnątrz zlecam.

  1. No właśnie. Tak myślałem, że jako osoba, która chce poświęcać tylko dziesięć godzin, żeby stworzyć dobry materiał, to musi mieć zespół zewnętrzny. Teraz pytanie – ile to kosztuje?

JG: Nie, to nie jest drogie. Wyceniasz się jako projekt. Czy mam podawać stawki montażowe?

BF: Nie musisz. Bardziej chodzi mi o skalę inwestycji, jaką wkładasz w zrobienie swojego jednego odcinka.

JG: To zależy, jaki jest to film. Może on kosztować pięćset złotych, może kosztować dziesięć tysięcy. Najdroższe są filmy, które są związane z podróżami czy sportami. Miałem też takie zlecenie, gdzie miałem pokazać region Polski i musiałem po prostu pojechać tam z operatorem i dobre kilka dni jeździć po tych lokalizacjach. Czasami wiadomo, scouting spoko, ale nie przewidzisz tego, że akurat jest jakaś burza, a masz kręcić w Kołobrzegu i dron, który miał latać, akurat ci zamoknie i nie możesz tego dnia nagrywać – musisz przyjechać drugiego dnia. To wszystko ci później bije licznik – dodatkowe godziny, hotel i tak dalej. Staram się po prostu w tym przedziale poruszać, natomiast większość tych filmów jest w dolnym przedziale, bo to mają być produkcje szybkie do zrobienia i mają się bronić treścią, a nie ilością montaży czy bardziej skomplikowanych rzeczy. To jeszcze też zależy od tego, ile klient kładzie na stół. Staram się uświadamiać klientów, że moje produkcje czy innych twórców, powinno się wyceniać tak, że osobno się wycenia wpływ realny czy zasięgi i osobno koszty produkcji. Część klientów nie wie albo nie chce wiedzieć, ile to kosztuje. Chyba że ktoś chce mieć nagrane jakąś słabą kamerką. Ale tłumaczę ludziom: „OK, nawet jak kupisz tę GH5 czy cokolwiek innego, to jest coś takiego jak amortyzacja sprzętu”. On niszczeje, szczególnie jeżeli robisz materiały związane z podróżami czy sportami. Możesz pojechać nad morze, gdzie jest ciepło, gdzie jest klimat jak w Brazylii czy RPA i nieważne, w co byś obkładał ten aparat i dbał o niego, to on jest po dwóch wyjazdach do wyrzucenia. Duża ilość soli unoszącej się w powietrzu i małego pyłu, jak na przykład w Algierii, wchodzi wszędzie po prostu.

BF: Ciekawe.

JG: Po prostu tak, jak silniki samochodów się psują. Na przykład po eliminacjach do Rajdu Paryż-Dakar, wszystkie silniki są do wyrzucenia. Nie dlatego, że piach się tam dostał, tylko te małe drobinki.

BF: OK. A powiedz mi – czemu niektóre Twoje filmy mają kilkadziesiąt tysięcy a inne ponad milion? Od czego to zależy?

JG: Zależy od algorytmu tylko i wyłącznie. Czy ja będę mieć dziesięć tysięcy subskrybentów, czy milion nie ma żadnego znaczenia. Zależy od tego, czy ten mechanizm poda to ludziom, czy nie. Ja mogę oczywiście zgadywać, jak ten mechanizm działa, mogę mu pomagać oczywiście. Natomiast, jeżeli ktoś powie, że jest w stanie w stu procentach zagwarantować komuś dokładną liczbę, ile tych wyświetleń będzie, to ja powiem, że jest błędzie. Zwłaszcza teraz, bo jeszcze dwa, trzy lata temu było to, powiedzmy, bardziej przewidywalne. Może oczywiście mieć odchylenia typu, że jest lepsza, gorsza pogoda, sobota, niedziela, tydzień. To tak jak programming w telewizji – jesteś w stanie przewidzieć kilka rzeczy. Na przykład pojawi się film osoby, która ma bardzo podobną widownię i twój film będzie doczepiony do tego jako polecany, więc nagle twój film zostaje gdzieś wypromowany i nagle z czterdziestu tysięcy masz dwieście tysięcy, nie robiąc totalnie nic.

BF: Czyli chcesz powiedzieć, że jest to cały czas trochę loteria?

JG: W sto razy większej części jest to loteria, natomiast da się tą loterią zarządzać. Gdybym robił content, który jest lekki, łatwy, powtarzalny, robiony w jednym miejscu, zebrał widownie, która klika i mało wymaga – to jestem w stanie robić w sposób powtarzalny takie materiały. To wymagałoby też tego, żeby osoba, która występuje w tym filmie, nie była mną. Musiałaby to być osoba, która bardziej odpowiadałaby personifikacji odbiorcy. Czyli jeżeli jest nastolatek – musiałby być nastolatek. Wtedy te osoby bardziej się z tym wszystkim identyfikują, reagują lepiej, pojawia się więcej lajków, więcej share’ów i tego typu rzeczy. Wiem mniej więcej, które materiały będą się więcej klikać, a które nie – z doświadczenia będę to wiedział. Ale gdybym wprowadził elementy prymitywnej rozrywki, na przykład we Wjazdach na chatę, o których mówisz, jakbym komuś coś zdewastował w domu, wylał na kogoś garnek, wodę, kopnął psa czy cokolwiek takiego. Jakieś dziwne tego typu akcje. Wiem, że to by było w tym momencie share’owane, mówiłoby się o tym na grupach – tylko pytanie, czy ja chcę w to iść? Ja nie chcę w to iść i zdecydowałem kiedyś, że tego nie robię. Te materiały są bardziej reportażem i godzę się na to, że czasami będą więcej wyświetlane, a czasami mniej.

BF: A masz też product placement we Wjeździe na chatę?

JG: Zdarzały się też takie odcinki, że kilka firm ze mną współpracowało i które wybrały konkretnych twórców, z którymi chcieli, żeby taki odcinek został zrealizowany, bo sprawdzili, głównie wizerunkowo, czy to pasuje dokładnie do ich produktu. Albo chcą dotrzeć do tego typu odbiorców, którzy są widownią tego twórcy i mogą przyjść, obejrzeć ten film albo czy ja pasuję do tego produktu. Jakbym miał powiedzieć, to może jakieś dziesięć procent tych odcinków było brandowane.

BF: OK. A jakby teraz przyszedł do Ciebie klient i powiedział: „Panie Jacku, ja tu mam walizkę z pieniędzmi. Ja chcę, żeby Pan zrobił Wjazd na chatę do określonej osoby. Ja chcę mieć dwa miliony wyświetleń.” Dałoby radę? Podjąłbyś się czegoś takiego?

JG: Byłbym w stanie powiedzieć, na których osobach byłbym w stanie zrobić te dwa miliony, bo nie na wszystkich byłbym w stanie to zrobić. Pierwsze, co bym pokazał klientowi, to otworzyłbym mu właśnie YouTube i powiedział: „Dobra. Najlepiej to się klikają raperzy na przykład”.

BF: Czyli idziemy do Popka.

JG: No nie, Popek już akurat był, ale osoby typu Quebo czy jakiś tam Żabson. OK, byłaby większa szansa. I bym powiedział: „Dobrze, żeby mieć te dwa miliony, to jeszcze trzeba zrobić kolaborację z kimś, czyli na przykład zrobić kilka odcinków, gdzie pojawi się kilka osób z tej branży, żeby ludzie się dowiedzieli, że w ogóle takie odcinki są. Zrobić wokół tego szum ewentualnie”. Nie proponowałbym takiej pani, która jest znana z tego, że na Instagramie robi różne rzeczy, że tak powiem, bo ona pewnie też by to miała. To klient musiałby sobie odpowiedzieć, czy takie osoby wizerunkowo mu pasują. Na osobach mniej rozpoznawalnych, bardziej rozsądnych, tych dwóch milionów nie zrobisz. Może para typu Deynn Majewski byłaby w stanie coś takiego zrobić. Ale też powiedziałbym klientowi, bo to działa w moim interesie wprost, że nie zawsze przyprowadzanie osoby, która ma bardzo duży following, czyli dużo fanów czy subskrybentów na YouTubie, przełoży się na dużą wyświetlalność. Miałem wiele odcinków takich, gdzie się okazało, że ludzie nie chcą tej osoby oglądać, bo ona jest nudna, że ona jest trochę tworem algorytmu, że po prostu ona robi lifehacki czy ciekawostki, ale ludzie nie chcą oglądać, jak pokazuje swoje mieszkanie, tylko chcą oglądać jakieś eksperymenty chemiczne u tej osoby. Następna rzecz, którą bym też powiedział: „OK, wejdźmy do mojej analityki i sprawdźmy, czy ta grupa, która jest u mnie i grupa, która obserwuje tę daną osobę, pasuje do produktu, który chcecie sprzedać”. I teraz tak – czy wzięcie osoby, która ma zupełnie inną grupę odbiorczą – typu u mnie są głównie mężczyźni, to jest dziewięćdziesiąt procent, a będzie to akurat jakaś kobieta. Pytanie, czy będą chcieli ją obejrzeć. Czy ona jest w stanie przyciągnąć też swoją widownię, by te widownie się razem zazębiały? Następna rzecz, którą bym powiedział klientowi: „To nie jest tylko wyprodukowanie filmu – to jest cała kwestia dystrybucji.” Czy będzie to polecane, czy zapłacimy jeszcze dodatkowe pieniądze kilku youtuberów, żeby wyshare’owali to. A żeby to się pojawiało w wielu Instagramach na Instastory, to jest cała dystrybucja. To nie jest tylko wyprodukowanie samych filmów. Wiele osób o tym zapomina i później często są filmy, ja nie mówię, że u mnie, ale u wielu youtuberów, że poza placementem nic więcej nie dokonano. No i mało się ogląda, to kupmy sobie AdWordsy, żeby dobić to wszystko i widać to później, wiesz, po tym wszystkim, że ten film ma coraz mniejszy watch time, więc on jest zakopywany, nie idzie w ogóle i nie jest promowany. Długo tutaj mówię, ale wybranie takiej osoby, która też jest viralowa w długim terminie, też może zarabiać. Bo paradoksalnie, jak zobaczysz wiele filmów, które mają u mnie dużo wyświetleń, to one są nabijane przez kilka lat. To nie jest tak, że ona pierwszego dnia miały nie wiadomo, ile wyświetleń. Inaczej, można zainwestować w osobę, którą widzisz, że będzie trendować i zapłacisz o wiele mniejsze pieniądze i dostaniesz te dwa miliony wyświetleń, ale to już jest ryzyko klienta, czy on się na to zdecyduje, czy powie: „Panie Jacku, ja chcę te dwa miliony dzisiaj”.

BF: Czyli mogłoby być dobrą inwestycją znalezienie teraz dziesięciu, dwudziestu trendujących osób, które nie są na topie, ale finalnie może przynieść to znacznie lepszy efekt w przyszłości.

JG: Tak. Zrobienie czegoś takiego jak stajnia youtuberów czy raperów i wspieranie tych średniaków i zrobienie wokół tego też takiego hype’u wśród widzów, że: „Słuchajcie, nie robimy tylko z dużymi, ale robimy ze średniakami. Polecajcie, to zrobimy jakiś konkurs, żeby oni też się napędzali”. Jeżeli ta społeczność by się w to zaangażowała, tak myślę, więcej ona sama z siebie by podawała, więc te materiały by szły o wiele szybciej.

BF: Właśnie jeszcze chciałem chwilę o tej dystrybucji. Czy opłaca się w ogóle dopalać w YouTubie materiał, który się wrzuca?

JG: Mówisz w formie reklamy płatnego YouTube’a?

BF: Tak.

JG: Moja teoria jest taka, że obniża to watch time, bo reklamy zawsze są mniej klikane – to znaczy, ten człowiek siedzi tam dwadzieścia, trzydzieści procent zamiast sześćdziesiąt. Więc jakby z matematycznego punktu widzenia, może to popsuć statystyki całego kanału, nie tylko tego filmu. Natomiast jesteś w stanie wyświetlić to, tylko pytanie – jaka jest jakość po prostu tego wyświetlenia, tej reklamy, która się ukaże. Ale widziałem też, i sam realizowałem dla klienta takie kampanie, gdzie rzeczywiście, jeżeli się bardzo zawężało grupę odbiorców na reklamę i zrobiło po zainteresowaniach, po wieku i tak dalej, to tak reklama rzeczywiście była skuteczna, bo miała duży watch time, więc wtedy wypychała ten materiał. Tylko że pytanie teraz, czy twój klient, czy mój nie będzie miał tego parcia, że: „Ja muszę mieć wynik dzisiaj, bo ja pracuję w korporacji i ja myślę kategorią następnego kwartału czy półrocza, a nie na przykład roku czy dwóch”. Czy ja jestem w stanie się zgodzić na to, że: „OK, Panowie. Ta reklama nie będzie się klikała przez tydzień czy przez dwa, ale powiedzmy przez sześć miesięcy i docieramy sobie eksperymentalnie do różnych grup.” Jeżeli klient się na to zgodzi – super, odniesie tutaj sukces.

BF: OK, a jakbyśmy chcieli zrobić inny eksperyment. To znaczy, już nie patrząc w ogóle na te rynkowe prawidła – zrobić film, który będzie miał po prostu ogromny zasięg. Zacząłeś mówić, że kontrowersja, że crossowanie, czyli duża ilość ludzi rozpoznawalnych, które to potem share’ują. Coś jeszcze?

JG: Tak. No i też się pojawiają osoby, które są z bardzo podobnych baniek, że tak powiem. Też zapytałeś, dlaczego u mnie filmy mają różne wyświetlenia – ponieważ ja, jeśli robię z osobą z innej bańki, to się nie pokrywa z moją bańką. Więc jeżeli ja zrobię z osobą, która jest w bardzo podobnej bańce jak ja, zainteresowań, wieku i tak dalej, tak jest większa szansa, że ten film jest bardziej boostowany, dopalany przez sam algorytm. Więc trzeba by było szukać ludzi, którzy są z bardzo podobnych bajek. Czyli jeżeli stawiam na gamera, to robię tylko z gamerami i nie biorę żadnych innych ludzi. Lub biorę takich ludzi, którzy klikają tę daną osobą. Takie rzeczy da się sprawdzić i są narzędzia płatne, które pozwalają takie rzeczy określić. Wymaga to trochę więcej analityki, ale ten sukces może być większy. Kontrowersja – tak, ale do pewnego momentu. Tak samo z clickbaitami – też bym tutaj uważał. Jeżeli to zrobisz na kanale, gdzie ludzie nie są przyzwyczajeni do tego typu działań, to zareagują wręcz negatywnie. Paradoksalnie, okazuje się, że nawet interakcje związane z minusowaniem twojego materiału, mogą wpłynąć na wybicie tego materiału. Tylko pytanie, czy klient jest w stanie wytrzymać to, że twój film będzie miał na przykład trzydzieści procent na minusie. Myślę, że wielu klientów by powiedziało, że nie, bo: „Ja chcę mieć pięć procent, maksymalnie siedem”. To jest taka już granica, że klient zaczyna: „Panie Jacku, dlaczego ten film ma tyle minusów?” – bo nie podoba się do końca tej widowni albo pokazujemy osobę, która nie jest zaakceptowana przez tę grupę albo temat nie do końca pasuje.

BF: Są filmy, które są na minusie?

JG: Ja mówię w tym momencie o stosunku plusów i minusów. Były też takie filmy, ale to są jakieś bardzo kontrowersyjne piosenki jakichś tam twórców, gdzie ilość minusów była większa niż plusów.

BF: No tak się zastanawiam – jak trzeba być zmotywowanym, żeby obejrzeć jakiś materiał i jeszcze dać mu minusa.

JG: To jest coś takiego, że jak przyjdziesz do kogoś i mu kij wbijesz w tyłek, chyba na takiej zasadzie. I ten materiał aż tak cię denerwuje, że zrobisz wszystko. Natomiast wynika to z tego, że wcześniej taka osoba napędza po prostu hype na siebie, wypowiada się kontrowersyjnie. Taki marketing też jest możliwy. Są marki, które jadą na kontrowersji i dla nich może taki materiał i marketing jest OK. Natomiast większość marek i korporacji chce materiały raczej przyjemne i raczej tutaj będzie bardzo skrupulatnie do tego wszystkiego podchodzić. Natomiast, jakby clue sukcesu, moim zdaniem, to jest wybór. Jeżeli robimy jakikolwiek marketing z influencerami, z twórcami, to jest wybór po prostu właściwej grupy odbiorczej i ewentualnie wspieranie właśnie tej całej dystrybucji lub osób, które mogą wspomóc tu w tym momencie oraz zrobienie takiego materiału o takiej tematyce, która może zainteresować ludzi. Ponieważ wiele działań, które są w tych firmach przeprowadzane, to są materiały wpychane na siłę – to widać, że to jest sztuczne i ludzie piszą: „Chamska reklama” i tak dalej. No teraz już piszą mniej, bo zrozumieli, że ten rynek też trochę na tym polega, natomiast oni minusują to albo wychodzą. A największa kara, która jest, to jest wyjście, bo spada ci ten watch time, o którym mówiłem. Być może to jest kwestia tego, o co pytasz – co zrobić, żeby filmy się lepiej klikały? Zrobić jakiś ciąg technologiczny, żeby te osoby po obejrzeniu twojego filmy albo w czasie przechodzenia, przechodziły do innych twórców albo do innych twoich materiałów, żeby ten cały watch time w totalu, czyli w sumie, był na tyle duży i ciekawy dla tego YouTube’a i by YouTube był pewny, że będzie dużo reklam wyświetlanych i że on te twoje materiały będzie pchał do przodu.

BF: A czy zdarzyło Ci się wyprodukować materiał, którego potem nie emitowałeś?

JG: Też były takie materiały. Bo tak: albo twórca miał skandal obyczajowy – miałem taką sytuację. Ja nagrałem to pół roku wcześniej i nie wiedziałem, że później dojdzie do jakiejś takiej dziwnej sytuacji, więc wtedy była decyzja, że czegoś takiego nie puszczam. Albo była sytuacja, kiedy zmieniła się sytuacja rodzinna danego twórcy, to też czegoś takiego nie puszczałem, bo ktoś chciał więcej swojej prywatności albo źle się czuł, albo miał więcej hejtów względem swojej osoby. Ja nie działam na takiej zasadzie, że puszczam materiały bez wiedzy osób, z którymi nagrywam. U mnie zawsze materiał przechodzi ten proces akceptacji tej osoby. Jeżeli trzeba coś usunąć, zmienić, to ja to zmieniam, bo nie należę do osób kontrowersyjnych. Uważam, że buduję relacje ze wszystkimi. A najwyżej, jeżeli jakaś osoba mi się nie podoba, to po prostu z nią nie nagrywam. Mogę prywatnie z nią porozmawiać. Natomiast ja jestem reporterem i do wszystkich osób, z którymi nagrywałem mam taki sam stosunek. Tak jak Piłsudski mówił: „Trzeba mieć równą odległość do Niemiec i równą odległość do Rosji”. Oczywiście to też się nie każdemu podoba. Tu jest też dużo takich kółek wzajemnej adoracji na YouTubie – tak, jak na rynku gwiazd jest dokładnie tak samo. Lubisz się z niektórymi, a z niektórymi się po prostu nie lubisz. A zwłaszcza pieniądze na tym rynku mocno wpływają na to, że tych konfliktów jest po prostu więcej, tylko że one są teraz bardziej chowane. Nie ma takich dram tak, jak kiedyś, że ludzie wywlekali jakieś rzeczy i mówili o nich. Tak teraz to robią bardziej dyskretnie, w rękawiczkach.

BF: W kuluarach.

JG: Tak. W kuluarach, w agencji i tak dalej. Bo to jest walka o pieniądze. To jest taka walka buldogów. Tylko że ci ludzie też nie do końca rozumieją, że jak jakaś firma będzie z kimś współpracować, to nie będzie w ogóle tego słuchała. Są też osoby, które nie lubią tego typu marketingu – szeptanego w cudzysłowie.

BF: Ostatnio wypowiadałeś się na Linkedlnie o transparentności w zarobkach influencerów, co uważam, że jest generalnie świetną inicjatywą. No właśnie, to ile zarabiają influencerzy?

JG: To zależy, trzeba byłoby powiedzieć.

BF: Oczywiście.

JG: Tak jak wspomniałem wcześniej – jak w starożytnym Egipcie masz największą taką kastę najniżej tych ludzi, którzy są rolnikami czy jakimiś niewolnikami. I tutaj oni bardziej pracują dla fejmu, dlatego, żeby coś robić ze swoim życiem. Powiem Ci szczerze – jak jesteś z mniejszej miejscowości albo nawet w jakimś większym mieście, a nie masz takiego ciekawego życia, to nawet nagrywanie takich rzeczy wzbogaca to twoje życie, daje ci możliwość poznania innych ludzi. To są wartości niematerialne, czy nawet skille. Mało jest teraz ludzi, którzy są monterami, operatorami na przykład czy grafikami, którzy nauczyli się tego na jakichś kursach czy szkoleniach, czy poszli do łódzkiej filmówki, nie. Oczywiście łódzka filmówka i inni ludzie mało tolerują tych youtuberów, bo traktują to jako takie mięso armatnie trochę i słabą jakość – z czym trochę się też zgadzam, bo zawodowo pewne rzeczy kuleją. Natomiast są to osoby, które nie traktują YouTube’a jako takiego źródła, żeby się utrzymać z tego. I tutaj bym powiedział, że to są zarobki od zera do pięciuset złotych miesięcznie, że tak powiem i to głównie z jakiejś reklamy albo jakichś drobnych zleceń. Później jest ta grupa, powiedzmy, od pięciuset złotych do dwóch tysięcy miesięcznie. Tu już jest więcej osób, które robią jakieś usługi komuś w tym momencie albo znalazło sposób, że te ich filmy, które nawet się niedużo klikają, powodują to, że jakiś sponsor czasami i dorzuci te pięćset złotych czy nawet bilety do kina, bo też taki wpis zrobiłem, że nawet za czekoladę potrafią zrobić.

BF: Ale to mówimy wtedy o wyświetleniach rzędu tysiąca? Dwóch tysięcy?

JG: Mówimy do dziesięciu, dwudziestu tysięcy w tym momencie. Znaczy, nie wiązałbym tutaj zarobków z wyświetleniami. Bardziej tutaj zależy chyba od tematyki i przedsiębiorczości danej osoby. Bo nawet w tych wyższych stawkach, jeżeli zaraz do nich przejdziemy, to też mogą być osoby, które są obok siebie i mają podobne zasięgi, a różnice zarobków między nimi potrafią być dwudziestokrotne. Serio. Później jest, powiedzmy, te dwa tysiące do pięciu tysięcy, czyli już ktoś wchodzi w ten próg, gdzie może się sam utrzymać. Tu już trzeba mieć te sto, dwieście tysięcy subskrypcji, być w tej sieci partnerskiej, być może jakiegoś managera, który czasami gdzieś wyśle ofertę, mieć też mniej więcej dobry wizerunek, próbować się pojawić na jakichś eventach – już można się na to załapać. Później jest, powiedzmy, ta kasta pięć tysięcy do dziesięciu tysięcy, czyli youtuber, który, rzeczywiście z tego żyje. To już są osoby, które mogą mieć pod pół miliona subskrypcji, ale są też osoby, które mają więcej subskrypcji i tych pieniędzy po prostu nie mają, bo mają po prostu nieciekawą tematykę swojego kanału. Gamerzy na przykład. Było ich w którymś momencie bardzo dużo, ale też im zasięgi pospadały. Chociaż ostatnio jest renesans Minecrafta. Ludzie, którzy grają w Minecrafta, potrafią zarobić po pięćdziesiąt tysięcy nawet miesięcznie z AdSense’a, dlatego że robią bardzo długie materiały i mają bardzo zaawansowaną widownię. Jakby odbiór tej gry też się mocno zmienił, jak duzi youtuberzy zaczęli znowu grać w to, bo szukają materiałów, ale też PewDiePie, który, żeby pompować sobie dalej zasięgi, zaczął w tego Minecrafta grać. Ostatnio ma nawet filmy po dziesięć, dwadzieścia milionów wyświetleń, które generuje na Minecrafcie, ale tak jak liczyłem, on na takim jednym filmie jest w stanie zarobić dwadzieścia, trzydzieści tysięcy dolarów.

BF: No tak, ale też robi to globalnie.

JG: No ale robi to globalnie, ale też pokazuje, że są inne stawki. Natomiast wzrasta też akceptacja tego tematu, po prostu, Minecrafta, który w Polsce na przykład był odczytywany, że Minecraft to głównie dla dzieci, a ci, którzy są tacy dobrzy, „gangsta” i tak dalej, to grają w Counter-Strike’a albo w inne rzeczy. Natomiast wynika to też z tego, że Minecraft znowu jest na topie, dlatego że Fortnite już się ludziom trochę znudził. Świat już się trochę tam wyczerpał. Był też duży hype. Natomiast też inne firmy streamingowe zaczęły zbierać tych największych graczy i brać do siebie. Więc dlatego też ten Fortnite zaczął się trochę wyczerpywać i też tutaj ta akceptacja… No i później jest ta następna kasta – dziesięć tysięcy w górę, do miliona może.

BF: Za film?

JG: Nie, mówię o zarobkach miesięcznych. Bo to nie jest tylko kasa za filmy, ale za swój wizerunek, za sprzedaż zdjęć na Instagramie, za pojawianie się na billboardach, bycie jakąś gwiazdą, czy to na przykład jak Radek Kotarski, że jest twarzą banku, czy ktoś tam jest w Play, czy Pepsi. Tak, jak teraz pojawia się jako ambasador marki, więc to są kontrakty ambasadorskie, które są po kilkaset tysięcy rocznie, jeżeli tutaj tak mówimy. Są też duzi youtuberzy, grupy youtuberów, którzy prowadzą kanały dla marek. Tutaj mówimy o dwóch czy trzech grupach dużych youtuberów. Tam milion i wyżej za prowadzenie kanału marki rocznie – to jest mniej więcej tyle, co te marki są w stanie wygenerować. Więc to tak naprawdę wszystko zależy, jak już wejdziesz na ten dobry szczebel, od tego: jaki masz wizerunek czy reklamodawcy ciebie akceptują, czy docierasz z materiałem do tej grupy, która interesuje tego reklamodawcę, jak sam jesteś przedsiębiorczy i czy masz dobrego managera, sieć partnerską czy handlowców po prostu zatrudniłeś, którzy chodzą do domów mediowych i dla agencji sprzedają twój produkt. I tak to mniej więcej wygląda. Natomiast rozkład procentowy… To powstałaby taka choinka z bardzo ostrym czubem, że tak powiem.

BF: Tak mi się wydaje też, że jak obserwuję ten rynek i znam stawki ludzi, którzy mają po te pięćdziesiąt tysięcy wyświetleń, dochodzą do stu tysięcy wyświetleń – to nie są jeszcze wielkie stawki. Ale już jest duży przeskok, jeżeli ktoś ma trzysta czterysta.

JG: Znowu zależy od branży. Ja znam ludzi, którzy robią materiały, tylko oni pracują na siebie bardziej i na te swoje produkty, ale zajmują się głównie finansowym aspektem, są doradcami albo zajmują się kryptowalutami, których YouTube już ostatnio nie lubi za bardzo, ale robią flipy mieszkaniowe. To powiem Ci, oni naprawdę mają tam bardzo dobre stawki z AdSense’a plus sprzedają bardzo dużo swoich książek i szkoleń. Może się wydawać, że takie osoby, które mają dziesięć, dwadzieścia tysięcy na materiale, ale docierają do właściwej grupy i do grupy, która chce kupować te produkty, zarabiają o wiele więcej, niż ci ludzie, którzy mają miliony subskrybentów i tak dalej. My się wszyscy chyba zafiksowaliśmy i patrzymy z taką atencją na tych dużych twórców, którzy podpisali kontrakt z tym, z tym, z tym, natomiast jest cała rzesza takich szarych ludzi, którzy są niewidoczni. Ja miałem taki przykład, że nagrałem z Zajcem – to taki człowiek, który nagrywał animacje ze świata Nerf, o ile dobrze pamiętam, żeby nie przekręcić. Natomiast on dzisiaj może być zatrudniony przez praktycznie każde studio w Hollywood, bo umie poruszać się w tym świecie plus pracować na jakimś programie, który był totalną betą i się potrafił zawieszać, a renderowanie jednej minuty materiału trwało chyba osiem godzin u niego. To tak à propos, ile tam jest zmiennych, ile on tam musiał siedzieć. Natomiast on mając kanał milion w Polsce, ale robiąc materiały na cały świat, był w stanie zarobić na swój dom, na dom swojej dziewczyny czy tam siostry i jeszcze odłożyć dużo pieniędzy i mieć szansę pracy naprawdę z topowymi firmami właśnie na rynku amerykańskim. Więc ja bym tak mocno się nie przywiązywał do tych ilości wyświetleń lub tego, jak zbudowany jest wizerunek influencera w Polsce, bo mówiłem, może się okazać, że często są osoby, które mają powyżej miliona wyświetleń i klepią słodko biedę, bo im nawet nie starcza na czynsz. Albo mają tak wystawne życie, że te wszystkie pieniądze, które zarobili i muszą podtrzymywać ten wizerunek gwiazdy, prawda? Dla swoich odbiorców, dla reklamodawców, czy przed swoimi kolegami i koleżankami w branży, że tych pieniędzy po prostu nie mają.

BF: Dobrze, ale wiemy, że robienie materiałów globalnie sprawia – po pierwsze, że te stawki z AdSense’a są wyższe, po drugie, że mamy szansę na coraz więcej wyświetleń. Czy to nie powinien być naturalny trend, że twórcy z Polski robią rzeczy po angielsku?

JG: Powinien być to trend, tylko że Polska ma to przekleństwo, tak jak w naszym przemyśle, usługach, że jesteśmy za dużym rynkiem wewnętrznym. Jeżeli byłby to rynek czeski, izraelski czy nawet szwedzki, to jesteś zmuszony wyjść po prostu na rynek globalny, żeby osiągnąć skalę. Po prostu, bo tam są mniejsze liczby tych ludzi. W takich Czechach jak masz sto, dwieście tysięcy subskrypcji, to jesteś już mega na topie. Natomiast ci wszyscy ludzie wychodzą po prostu z tego rynku, bo wiedzą, że nie są w stanie tutaj zarobić, nie ma tak dużych deali reklamowych, a z tych wyświetleń się nawet nie da zarobić, mimo że tam stawki są większe. To spowoduje to. To po prostu kwestia wielkości rynku i to, że my czujemy się tutaj w tym ciepełku lokalnym dobrze i nie chcemy wychodzić. Dlatego ja jestem też zdziwiony, dlaczego tak mało ludzi z Polski robi materiały na Zachód. Ty nie musisz znać języka angielskiego, żeby wyjść na ten rynek. Pojawiło się kilku ludzi, którzy tworzą materiały typowo motywacyjne albo poradniki-lifehacki, gdzie nagrywasz tylko ręce i tak dalej, ale robisz opisy właśnie po angielsku i próbujesz gdzieś dystrybuować to na Zachodzie, żeby to chwyciło. Tylko to wymaga właśnie wyjścia z tego, że zawsze jest łatwo, że OK, szybko mogę mieć te sto czy dwieście tysięcy wyświetleń. Zrobię jakąś rozrywkę, może przyjdzie jakiś kontrakt reklamowy i z tego będę żył. I to chyba właśnie z tego wynika. Mamy za ciepło i za bezpiecznie, dlatego nie wychodzimy na tamte rynki zachodnie. Natomiast myślę, że znowu, kryzys, recesja spowoduje to, że więcej osób zacznie rozważać wyjście na tamte rynki. Nawet jeżeli nie umieją języka angielskiego czy niemieckiego, czy innego. Dużo takich materiałów jest i one są bardzo dobrze klikalne, serio. Kiedyś Handimania próbowała coś takiego robić, tylko oni później wypadli jakby z algorytmu. Ale to był ten trend. Te właśnie wszystkie jakieś produkcje dziwnych rzeczy, porady. Przecież tu nawet nie musisz mieć języka angielskiego – możesz napisy wstawić.

BF: Możesz napisy wstawić, możesz też zapłacić lektorowi, a stawki nie są jakieś niebotycznie duże.

JG: No nie, nie. Też korzystałem z lektorów, to mniej więcej wiem też ich stawki. Te ilości treści właśnie w takich poradnikach nie są na tyle duże, żeby to robić. Poza tym to są proste materiały w produkcji tak naprawdę, paradoksalnie. Możesz nagrać w studiu w jeden dzień dziesięć materiałów i sobie pokazywać te eksperymenty łączenia jakichś ciekawych rzeczy. I te materiały są klikalne. Tak jak swojego czasu był trend na to, że był nóż, który ma tysiąc stopni i topi wszystko. Po prostu materiały, które dotyczyły tylko i wyłącznie tego. To się bardzo mocno klikało.

BF: No dobrze. To teraz, w którą stronę Ty chcesz się rozwijać jako youtuber? Masz jakieś plany na przyszłość?

JG: Ja w tym momencie używam YouTube’a głównie tak, jak powiedziałem –  do tego, żeby pozyskiwać wiedzę na tym rynku, zarabiać też na nim jeszcze jak jestem i jak są takie możliwości, ale używać tych pieniędzy już do dywersyfikowania i budowania właśnie sobie tych innych produktów, a trzy do szukania różnych szans biznesowych poprzez rozmowy czy świadczenie usług z innymi firmami, które chcą próbować albo zastanawiają się jak funkcjonować z produkcjami video, nie tyle do YouTube’a, ile do Internetu. Po prostu umieć zeskalować te duże produkcje, gdzie nie wszyscy pójdą do domów produkcyjnych i nie wyłożą za reklamę kilkaset tysięcy za dzień produkcyjny. Tylko jest cała rzesza ludzi, którzy będą chcieli robić filmy od tysiąca do dwudziestu tysięcy i tam bym szukał tego typu rzeczy. Ale znowu, tłumacząc tym ludziom i pokazując, że ta stylistyka video do YouTube’a czy do Internetu jest trochę inna.

BF: Jacek, trochę teraz już skupiając się mniej na marketingu, a bardziej na Tobie – dużo pracujesz?

JG: Miesięcznie czy w ogóle?

BF: Ogólnie.

JG: Ogólnie staram się, żeby to były cztery godziny dziennie.

BF: Czyli niedużo. Ty dbasz o work-life balance?

JG: Tak.

BF: Co wypełnia Twój czas?

JG: Samodoskonalenie się, uczenie się nowych rzeczy, podróże, dbanie o swoją formę fizyczną, no i kwestie prywatne, rodzinne i tak dalej, które chcę, żeby też jakby funkcjonowały. Bo jeżeli one wszystkie razem stworzą mi tę taką otoczkę, myślę, że ja będę też bardziej efektywny w pracy. Ja widzę, że więcej na przykład zadbałem o taki komfort psychiczny i zmniejszyłem ilość nerwów. To wpływa na kortyzol, a to później wpływa też na formę fizyczną. I te wszystkie elementy później się złożyły na to, że ja w te cztery godziny jestem w stanie więcej zrobić. Ja nie mówię, że czasami nie siądę i nie zrobię to w sześć godzin. Natomiast czasami po prostu mi się nie chciało.

BF: Jasne.

JG: Bo czułem się jakby wyprany po prostu z tego wszystkiego.

BF: I nie odbieraj tego jako przytyk.

JG: Nie.

BF: Ja uważam, że to bardzo dobra cecha. To znaczy – wpajano nam w Polsce, że trzeba dużo i ciężko pracować, natomiast to jest bujda i trzeba pracować mądrze.

JG: Kiedyś było tak, że wszyscy mówili, że nie mają pieniędzy, a teraz jest taki fetysz, że nie mówią, że nie mają czasu. A ja odpowiadam wtedy: „To znaczy, że źle zarządzasz tym czasem i znaczy, że on jest u ciebie mało wart”. Bo czas, moim zdaniem, trzeba najbardziej sobie cenić. Zwłaszcza, jak już nie masz tych dwudziestu lat, tylko jesteś już bliżej końca kariery zawodowej, powiedzmy. Znaczy, możesz mieć tę karierę zawodową i do siedemdziesiątki, i do sześćdziesiątki. Na przykład na rynku amerykańskim czy znowu zachodnim, sześćdziesięcioletnie osoby, które pracują na rynku reklamy czy filmowym, nie są niczym niezwykłym. To u nas w Polsce jest taki fetysz właśnie i ten ageizm cały dziwny, który każe wyrzucać trzydziestopięcio- czy czterdziestolatków z pracy i zastępować ich dwudziestolatkami. Dlaczego? No bo szef jest młodszy i woli mieć młodszych pracowników albo takich ludzi, którzy są… Znowu uogólniam, żeby było jasne, ale woli osoby, które dowiozą mu ten temat, a niekoniecznie zadadzą mu pytanie na przykład o to, dlaczego to tak zrobić. Starszy człowiek też bardziej będzie cenił swój czas prywatny i inne rzeczy. Natomiast on ma też już odchowane dziecko, w zasadzie spłacony kredyt, więc też nie jest dobry do korporacji, bo korporacja jednak woli osobę taką, która będzie ciężko pracowała, żeby ten kredyt jednak spłacić. No i dlatego to jest. Natomiast to też się niedługo zmieni, jak będzie brakowało po prostu pracowników dobrych do pracy. Bo my nie sprowadzimy tutaj kolejnego miliona ludzi z Ukrainy, z Afryki milion ludzi nie przyjedzie. My nie jesteśmy atrakcyjnym miejscem, bo zaraz ci Ukraińcy pojadą do Niemiec, a ludzie z Afryki będą raczej też się pchać do Niemiec lub do Grecji czy do jakichś innych rzeczy. A my zostaniemy po prostu starszym społeczeństwem, gdzie będzie kwestia, jak my będziemy budować takie zespoły, które będą łączyć właśnie te różne pokolenia. Ja uważam, że te pokolenia są w stanie dużo się od siebie nauczyć, zwłaszcza te najmłodsze. Ja teraz głównie pracuję z tymi młodszymi, czyli osiemnastolatkami czy dwudziestolatkami, dwadzieścia pięć i pracuje mi się z nimi znacznie lepiej, niż z tymi trzydziestolatkami, którzy wydają mi się czasami po prostu zagubieni. Że nie wiedzą, w którą stronę iść, że czują się z jednej strony stłamszeni, że czterdziestolatkowie zabrali im jakieś miejsca te wyższe, a z drugiej strony czują podgryzanie tych młodych, że oni są jakby szybsi, mądrzejsi niekiedy. No chociaż też mają dużo wad i przez to też buduje się jakieś takie uogólnianie, że ci milenialsi to są tacy, a te iksy to są takie, a ygreki to są takie. To są wszystko kalki.

BF: Na pewno ci młodzi mają teraz większe oczekiwania i też większe możliwości zarabiania dużych pieniędzy.

JG: Ale to wynika też z tego, że się rynek pracy zmienił.

BF: Oczywiście, że tak. Bo jak ja wchodziłem na rynek pracy, to najpierw musiałeś odbębnić kilka staży, potem pracowałeś za minimalną krajową, żeby po jakimś czasie dojść do pieniędzy.

JG: Albo były też miejsca, w których musiałeś płacić za ten staż.

BF: Też było tak, też było tak. Co teraz jest nie do pomyślenia. To znaczy, jak już nie jest w dobrym tonie nawet, żeby jak są już staże w firmach, to żeby nie były płatne.

JG: No tak. Albo później są tzw. kryzysy wizerunkowe, że ktoś tam na Wykop wyciągnie czy w inne miejsca. Ja uważam, że balance to nie jest tylko to, co budujesz u siebie, to co mówisz, ten work balance, ale też jak budujesz wokół ludzi, z którymi pracujesz. Czy pracujesz na zasadzie zadaniowej jako firma, czy jako osoba prywatna. Bo ja też świadczę usługi w ten sposób, że z kimś konsultuję i wtedy to jest trochę inna jakby relacja. Też jak są takie firmy, czyli stałe twory, bez porozumienia między tymi grupami i tego, żeby były jednak osoby w różnym wieku, to ta firma na dłuższą metę nie może być, moim zdaniem, po prostu efektywna. Nie chcę znowu ujmować z rynku influencerskiego, ale to, moim zdaniem, raczeje właśnie i powoduje to, że są pewne takie patologie na tym rynku. Że te osoby często nie mają skąd wziąć ten wiedzy po prostu, uważając, że w Internecie wszystko przeczytają albo poprzez swoją zajebistość biznesową rozwiążą ten problem. A się okazuje – nie, bo te rzeczy już ktoś już kiedyś wymyślił albo możesz wziąć trzydziesto-, czterdziestolatka, który ci ten temat rozwiąże. A w gronie takich jak ty tego problemu po prostu nie rozwiążesz. Jest prosta zasada – też niekiedy mówię już tak naprawdę bardzo obrazoburczo do niektórych, żeby to zrozumieli, że patrzysz na jakieś psy czy koty rasowe i widzisz, że ten gatunek się degeneruje, dlatego że ciągle crossujesz ten sam gatunek o podobnych cechach. Bogactwo gatunku czy bogactwo danej firmy polega na tym, że masz różnorodność. Oczywiście w jakichś tam granicach, bo nie dopuścisz do tego, żeby sobie ludzie skakali z nożem i rozwalali ci firmę. Natomiast jakiś twórczy, lekki konflikt, jeżeli tam jest i jeżeli on prowadzi do jakichś zadań, jest moim zdaniem wskazany. Tak samo nie chcesz mieć potakiwaczy wszystkich. Bo nawet jeżeli operatorem jest jeden czy drugi, to powinni ze sobą rozmawiać, a nie każdy stoi obok siebie i patrzy się tak na mnie, a ja mówię: „Panowie, ale no zacznijcie rozmawiać, żebyście uzgodnili jakiego szkła używacie, a nie że ja później dostaję materiał, nad którym po prostu siedzę i płaczę”, i mówię: „Ludzie, czy wy myślicie, co wy nagrywacie?”.

BF: To jest też jeden z problemów tego nowego pokolenia, że nie bardzo potrafią się ze sobą komunikować i raczej komunikują się przez komunikatory, niż rozmawiając face-to-face.

JG: Siedząc właśnie na planie filmowym, komunikują się, stojąc obok siebie. Jak ja bym siedział tu, a Ty byś siedział tam, no i piszemy: „Czy idziesz na kawę?”.

BF: Jacek, no wielkie dzięki za rozmowę – za przyjście tutaj i przedstawienie swojego punktu widzenia.

JG: Dzięki również. Jeżeli macie jakieś pytania albo chcecie dalej kontynuować… Ja myślę, że ten materiał też wkleję do siebie na swoje media socjalne, głównie na Linkedln, więc jeżeli macie jakieś pytania i chcecie coś więcej wiedzieć o tym rynku albo się dowiedzieć na mój temat czy tego, co robię – dajcie znać. Ja z chęcią będę odpowiadał.

BF: Super. Piszcie do Jacka. Dzięki!

JG: Dzięki również. Trzymajcie się!

2 komentarze

  • Hej, super podcast. Dzięki za wywiad. Pozwolę sobie napisać dlaczego jest niechęć do afiliacji u twórców. Myślę, że dobrze o tym wiesz, że influence to nie tylko sprzedaż. Prosty przykład – operator kart bankowych proponuje mi współpracę z rozliczeniem od sprzedaży. Ja będę promować ich usługę, umieszczać banery na blogu, informować w filmie o produkcie. Część pewnie kupi ten produkt z mojego polecenia bezpośrednio z kliknięcia w baner, albo przechodząc z linku w opisie filmu. Jednak znakomita część może dowiedzieć się o nim ode mnie pierwszy raz i nie jest gotowa od razu po zapoznaniu się z nim zdecydować się na zakup. Zwłaszcza, jeśli cena jest spora. Musi przemyśleć temat i przy kolejnych komunikatach marketingowych, niekoniecznie płynących ode mnie, zdecydować się na zakup. Innymi słowy – robisz reklamę, przyczyniasz się do sprzedaży, ale nic z tego nie masz, bo w takim przypadku sprzedaż nie jest mierzalna. Owszem, można to ewentualnie rozwiązać większym wynagrodzeniem od sprzedaży – jakoby rekompensując sobie sprzedaże niemierzalne, jednak czy klient się zgodzi na takie stawki? 😉

    • Uważam, że tak. Oczywiście trzeba odróżnić działania wizerunkowe od sprzedażowych to po pierwsze, a po drugie można zrobić tak jak mówisz czyli założyć, że pewna sprzedaż będzie wygenerowana przez Ciebie bezpośrednio (wynagrodzenie afiliacyjne), a część pośrednio (wynagrodzenie ustalone na początku). Natomiast mam dużo doświadczeń, które jasno pokazują, że influencerzy nie chcą takich rozwiązań bo nie wierzą, że coś sprzedadzą, a z drugiej strony jak ktoś wchodzi we współpracę afiliacyjną to stara się tak wymyślić działania, żeby faktycznie wygenerować sprzedaż.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *